Miałem dziś sen, który przyprawił mnie o szybsze tętno i złość. Wykańcza mnie już moja zazdrość. Tylko co jeśli to nie jest zazdrość tylko, albo aż miłość? Z drugiej strony czy jedno to nie to samo co drugie?
Otóż śniło mi się, że bylem gdzieś z z moja Em. na wakacjach, jechaliśmy w cztery osoby jakimś starym busem. Znalazł się tam również mój najlepszy kumpel Maciek, ale on nie odgrywał głównej roli w tym filmie. Był tam jeszcze jakiś gość o imieniu Bartek, który wykorzystywał każda chwile mojej nieobecności aby zbliżyć się do Emi, np kiedy wychodziłem do kibla, albo przerzucałem bagaże z kierowca busa. Kiedy wróciłem właśnie po układaniu bagaży, przez szybę zauważyłem ze koleś prawie leży na mojej dziewczyny kolanach. Kiedy pociągnąłem za klamkę typek zerwał się i ociekł na przednie siedzenie kolo kierowcy.
W kolejnej scenie przenieśliśmy się już do miasta. Podejrzewam że było to nasze rodzinne miasto (fikcyjne). Owy Bartek jechał samochodem do hotelu mojej Emilki, wiec postanowiłem jechać za nim. Śledziłem go jakiś czas, aż w końcu zatrzymał się przed hotelem i wbiegł do windy hotelowej. Ja pobiegłem schodami w górę. Spotkali się, a co gorsza byli umówieni. Wyszli przed hotel gdzie podsłuchiwałem ich rozmowy. On się wypytywał o mnie, kim dla niej jestem, czy mnie kocha etc. W śnie nie padło potwierdzenie miłości. Kiedy wyszedłem do niej z hotelu udawałem, że to przypadek że się spotkaliśmy. Powiedziała mi tylko, że między nami jest już wszystko skończone i odeszli trzymając się za ręce. W tym momencie się obudziłem z podwyższonym poziomem adrenaliny i rządzą krwi.
Co to może oznaczać? Tym bardziej, że za jakiś niedługi czas wyjeżdżam na 4/5 miesięcy za granice.
W śnie wypowiedziałem ciekawe zdanie. Zapytany o to skąd się tu wziąłem, odpowiedziałem że nie wiem, bo to przecież tylko sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz