wtorek, 29 marca 2011

List do Em.

Dziś, a właściwie wczoraj się zobaczyliśmy po raz pierwszy od dwóch tygodni i wiesz co? Ta jedna godzina spędzona z Tobą była najpiękniejszą spośród tych wszystkich 336, jakie minęły od naszego ostatniego spotkania.
To normalne, że w życiu każdego człowieka przychodzą takie momenty kiedy widzi się swoje błędy. Kiedy tak siedzieliśmy na peronie bez przerwy zastanawiałem się jak mogłem być tak głupi, krótkowzroczny i pozwolić sobie na tak bezsensowne zagrywki oraz słowa, które raniły jak zimny sztylet. Nadużywane, magiczne słowo straciło swą moc, dlatego poczekam aż odzyska magię, sens, a przede wszystkim wiarygodność.
Pierwszy raz od tak długiego czasu odetchnąłem. Złapałem odrobinę świeżego powietrza. Dziękuję. Przez krótkie chwile czułem się tak jak kiedyś. Były żarty, były emocje, były łzy, był również uśmiech. Wyglądasz przepięknie w nowej fryzurze! Dziś nad ranem bardzo poniosły mnie nerwy. Mam z tym problem, ostatnio nie potrafię nad nimi zapanować. Co zresztą możesz zobaczyć we wczorajszym moim wpisie. Żałuję wielu rzeczy i Bóg mi świadkiem, że Ci wynagrodzę wszystko w sposób na jaki zasługujesz. Wiem, że nie o to chodzi, ale potrzebuję tego i chcę! Ja w tym wszystkim się gdzieś zagubiłem, ale mocno wierzę, że się odnajdę.
Rozmawialiśmy tylko przez godzinę, mam Ci jeszcze wiele do powiedzenia i tutaj również wiele nie napisałem. Muszę pozbierać z powrotem swoje myśli.
Dziś moje oczy cieszyły się że Cię widzą, moje uszy cieszyły się że Cie słyszą, moje dłonie krzyczały "dotknij Ją jeszcze raz!", moja dusza drgnęła, a serce... a serce było szczęśliwe.

Śpij dobrze mój Kotku, bo już zawsze, na zawsze będziesz moim Kotkiem, a ja będę Twoim Misiem.
Kocham Cię nad życie!

poniedziałek, 28 marca 2011

aby sobie przypomniały

Terapia się nie sprawdza. Wczoraj nie napisałem posta, po prostu nie miałem ochoty, miałem na to grupo wyjebane.
Tego jeszcze nie pisałem. Napisze dziś jak się czuję w momencie pisania tego posta.
Otóż zaraz zwymiotuje, czuje jak mi wszystko podchodzi pod gardło. Z nerwów, wszystko przez pierdolonego facebooka! Stałem się cholernie zazdrosny o moją ex girlfrien, właściwie zawsze byłem, ale teraz to jest przegięcie. Nie potrafię sobie z tym poradzić, ręce mi się trzęsą, mam już odruchy wymiotne, serce wali jak oszalałe, rozsadza mnie adrenalina, czuję jak się wszystko we mnie gotuje. Gdybym zobaczył ją teraz z jakimś lewym fagasem, to jak Boga kocham połamałbym mu nogi, tak bardzo bym go uszkodził, że nie mógłby wejść do niej po schodach do pokoju! Źle mi z tym. Na owym facebooku usunąłem ją ze znajomych, po to by nie móc widzieć jej beztroskich wiadomości na tablicy, jej komentarzy, czy tekstów z aplikacji fb np; co powie Ci tymbark? Na pewno to znacie. Widziałem u niej właśnie np z tej aplikacji "przepowiednie" tuż po naszym rozstaniu, że zmiana jest dobra, że trzeba coś zmienić etc, a ona dopisywała obok "prawda", "ano trzeba" itd. Miażdżyło mnie to od wewnątrz, paliło żywym ogniem. Dziwicie mi się że nie potrafię po prostu tego zostawić i żyć dalej, ale ja nie potrafię, najnormalniej w świecie nie potrafię choć bym nie wiem jak bardzo się starał, jak bardzo bym chciał, to nie potrafię o niej zapomnieć, myślę o niej od momentu kiedy zaczęło coś miedzy nami się budować, w każdej chwili mojego życia towarzyszy mi bez przerwy. Jak tu zapomnieć kiedy ją kocham całym sobą, całą resztą mnie jaka jeszcze została. NIENAWIDZĘ JEJ!!! Pisze mi że kocha, że cierpi, ale jak ja mogę w to uwierzyć? Pokaż do cholery jak mnie kochasz! Mam ochotę krzyczeć! Płakać, zabijać i umierać!
Dziś facebook zwariował i wyświetliły mi się jej komentarze, jej posty itp, kolejny zawód. Beztroska jak nigdy, uśmiechnięte wiadomości, czy to zwykłe pozory? Tak dobrze ukrywa swój ból, czy może "jaki ból?".
"Świat mi się skończył..." -jeśli tak wygląda koniec to i ja takiego pragnę!
Śmieszne jest to, że sugeruję się facebook'iem, a to dlatego że nie wychodzę z domu. Zamknąłem się, ukryłem, umarłem! Nie ma minuty w ciągu całego dnia kiedy nie podnosiłbym nerwowo telefonu, aby sprawdzić bo może napisała.. ale nie. Ona do mnie nie pisze, to od kiedy ze mną zerwała ja nawiązuję kontakt. Z dnia na dzień widzę, że już nie będzie tak jak kiedyś, choć mówi mi, że będziemy jeszcze kiedyś razem. Wolałbym chyba usłyszeć "zostańmy przyjaciółmi", albo "wal się!", nawet nie wiecie jak wiele żalu, goryczy i złości we mnie siedzi. Najgorsza jednak jest zazdrość. To mnie zabije, albo sprawi że ja się zabiję, a widziałem już nie raz pod powiekami swoją krew.Wszystko będzie dobrze?!  Chciałbym przez jedną krótką chwile znaleźć się w niej i nie mam tu na myśli stosunku, mam na myśli chęć poznania jej rzeczywistego stanu ducha, ciała, myśli i uczuć. Chciałbym poznać odpowiedzi na moje wszystkie pytania, a mam ich tysiąc!
Boże zabierz mnie stąd! Zabrałeś mi powietrze, którym oddychałem, zabrałeś mi rytm serca, którym biło, dusze i umysł, które działały w harmonii. Zabierz również me ciało! Złość! Gniew! Adrenaliniiii! Jeśli nie chcesz mnie Panie u siebie, jeżeli jeszcze nie udowodniłem że jestem godzien by spędzić wieczność w Twym ogrodzie to spraw abym nigdy więcej nie kochał, aby wróciła do mnie teoria mówiąca, że miłość nie istnieje, że jest to wyłącznie chemia i przyzwyczajenie.
Trzeba znowu zacząć ruchać te kurwy, aby przypomniały sobie gdzie ich miejsce!

piątek, 25 marca 2011

4

Cztery wejścia. Całkiem nieźle. Czy odbija mi woda sodowa do głowy? Czy czuję tę sławę otaczającą mnie coraz ciaśniej? Hah zabawne. Powiem wam szczerze moi drodzy czytelnicy, że pisanie do szuflady naprawdę pomaga ogarnąć się w czasie gorszych dni. Wiec jeśli będziecie czuć, że wali, lub już się zawalił wasz świat wyciągnijcie kartkę papieru i piszcie. Piszcie co was boli, co czujecie, co was złości, z czym sobie nie dajecie rady, piszcie bo to pomaga. Czy mam na to dowód? A czy wy macie dowód na ewolucję? Fajka za fajką oraz masturbacja najlepiej kilka razy dziennie to nie rozwiązanie, a to wciąga. Oj wciąga! Przychodzi taki moment jak w moim przypadku dzisiejszy wieczór, kiedy robicie coś nie wiedząc właściwie po co, aż pewnego dnia zdarza się szczegół, totalne nic, pyłek wszechświata, który sprawia że czujecie się lepiej, działa jak dobra krecha koksu.
Pozwólcie że uprzedzę wasze pytanie. Nie, nigdy nie próbowałem niczego prócz poczciwego Jack'a Daniel'sa i marihuany. Zatem skąd wiem jak się czuje człowiek po zażyciu kokainy? Nie wiem, ale domyślam się. Nie jestem głupi a skoro coś was przywiodło tutaj, na bloga bez szaty graficznej, bez animacji i nastrojowej muzyczki, wyłącznie z wolnymi, niczym nie ograniczonymi myślami nie do końca wolnego umysłu, po czym sprawia że wracacie w oczekiwaniu na kolejny wpis, to znak że albo ja, jak i wy mamy nieźle nasrane w głowach, bardziej niż sami potrafimy sobie to wyobrazić, albo łączy nas jeden fakt. Nie jesteśmy głupimi ludźmi. Tak prosta teza a potrzebowała tak wielu znaków.
Wiecie że Karol Darwin pracował wiele lat nim opublikował swą teorie oraz bez dwóch zdań wielkie dzieło o doborze naturalnym, dla większości znane jako teoria ewolucji? To proste. Nigdy wcześniej nie zostałoby to przyjęte zarówno przez społeczeństwo, jak i przez środowisko naukowe. Przychodzi odpowiedni moment i BUM! Tak to już jest. Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Wracając do tematu. Dziś mój stan ducha zmieniła liczba "4". Dlaczego? Od wczesnych lat podstawówki, po późne lata gimnazjum a nawet liceum liczba cztery miała dla mnie symboliczne znaczenie szczęścia i powodzenia. Odkąd pamiętam w dzienniku miałem numer 4, nie wliczając w to pierwszej klasy liceum, gdzie zmieniłem klasę o profilu matematyczny na ekonomiczny mając ostatni numer w dzienniku. Bez nerwów, po uzyskaniu promocji do klasy drugiej moja szczęśliwa liczba wróciła ku memu wielkiemu szczęściu do swojego właściciela, czyli do mnie. Dlatego dziękuję mojemu anonimowemu przyjacielowi, który odwiedził mnie w tych skromnych progach jako czwarta/y z kolei i poprawił mi niesamowicie samopoczucie.
Przesłanie na dziś? Małe rzeczy. To one sprawiają, że człowiek czuje się lepiej i to nimi możesz uszczęśliwić drugą osobę. Szkoda tylko, że wcześniej nie byłem tak mądry i pozwólcie że użyję słowa "doświadczony" jak dziś. Wówczas na tym świecie byłoby przynajmniej o jedną nieszczęśliwą osobę mniej. Z drugiej zaś strony jeśli komukolwiek któryś z moich wpisów na tym blogu pomoże i sprawi że pomyśli "hej! wcale nie jest tak źle! on ma gorzej." to będzie mój sukces, a wtedy dotrze do was, że nic na tym świecie nie dzieje się bez przyczyny. Małe rzeczy.

czwartek, 24 marca 2011

Obłęd

Jak zdefiniować obłęd? To powtarzanie tego samego z nadzieją na różne rezultaty. Wszyscy bywamy obłąkani, ale nie wszyscy naraz. Dlatego sobie ufamy. Co się jednak stanie kiedy coraz więcej osób popadnie w obłęd w tym samym czasie? Ludziom trzeba wybaczać. Każdy jest inny.

Totalna pustka siedzi mi w głowie. Nieproszona, niechciana czy to znaczy że niepotrzebna? Podobno cisza jest zapowiedzią wielkiej burzy, a w mojej głowie jest wielka cisza. Czy powinienem spodziewać się sztormu? Mam nadzieje. Potrzebuje pomysłów. Przestać kierować się uczuciami. Zaufać zdrowemu rozsądkowi, lecz pozwolić na poddanie się chwilowemu przeczuciu, gorącemu dreszczowi.
Mówiłem już że jestem miękki? Tyle mnie kopią po jajach a ja nie potrafię ogarnąć ludzi pode mną. Chciałbym być twardzielem. Kiedy wchodzi twardziel do jakiegoś pomieszczenia, to od razu widać, że koleś ma jaja i lepiej z nim nie dyskutować. Może dlatego że jestem młody? Wychowany w przekonaniu że starszy ma zawsze racje, per pan, per pani aż się rzygać chce. Dzień dobry, do widzenia, chuj Ci w dupę... Obłęd!

Dziś rozmawiałem z mą była kobietą. Szczerze mówiąc ona mnie nienawidzi. To przykre, tym bardziej po tych wszystkich pięknych chwilach i słowach. Dałem dupy, popełniałem błędy, ale jestem tylko człowiekiem, a człowiek popełnia błędy z natury.
Najgorsze są wahania nastroju. Jak baba w ciąży, albo w czasie okresu. W sumie wszystko jedno, obie dysfunkcje są kłopotliwe, tyle że w drugim przypadku jest to rozłożone na raty. W każdym bądź razie jednego dnia jestem zbity jak pies, drugiego płacze, trzeciego mam ochotę ją udusić, a kolejnego nie wiem o co chodzi. Tak właściwie to cały czas odnoszę wrażenie, że jest to tylko zły sen, że obudzę się z przyspieszonym tętnem i pełnym pęcherzem a przy mym boku będzie Ona. Piękna jak zawsze. Usta piękniejsze od Angeliny, słodkie jak marmolada, całujące jak dotkniecie zrodzonego z dziewicy. Co noc słyszę jej głos mówiący "to tylko sen", lecz im dłużej to trwa, tym coraz większa mgła spowija jej głos.
Tak, kocham ją całym sercem, ciałem, duszą i umysłem. Jest jak zapowiedź wiosny.
Koniec naszego trwającego bardzo intensywnie ponad rok związku był jak katastrofa samolotu. W takowych wypadkach przeważnie nie ma konkretnie jednego powodu często tragicznych wydarzeń. Jest ich wiele. Tak było w naszym przypadku. Pewne sprawy kumulowały się przez dłuższy okres czasu tworząc ...koniec.
Wciąż mi powtarza abym o niej zapomniał. Do cholery moje całe życie mi o niej przypomina! To dlaczego jestem taki a nie inny, zmieniłem się dla niej i/lub pod jej wpływem. Zapewne i  ona się zmieniła, ale skoro jest to mój blog, a nie jej, to pozwólcie że będę pisać o sobie.
Co chce przez to powiedzieć? Dwie rzeczy. Po pierwsze -NIE DA SIĘ! Po drugie -jestem Twój Skarbie. (może kiedyś przeczytasz tego posta).

Do zobaczenia jutro.

środa, 23 marca 2011

Zero

Zero wejść na mojego bloga. Dlaczego? Ponieważ się nim nie chwale. Nie pisze na tablicy swojego facebooka wiadomości do znajomych o nowym poście na blogu. Nie prowadzę go dla ludu, nie robię tego dla poklasku, czy pokazania że przecież jestem zajebisty. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Potrzebuję o czymś napisać, podzielić się tylko i wyłącznie z samym Mistrzem Bloogerem. Dlatego nie ma linka do tego bloga w moim statusie na gadu-gadu, dlatego że nie potrzebuję publiki. Mam w dupie komentarze i wasze zdanie. Nie potrzebuję pierdolonych pseudo-przyjaciół, którzy trzymają się blisko mnie bo jestem The Man!
Potrzebuję stworzyć swoje własne, stabilne oraz niezmienne niebo. Mojej oazy do której przed wejściem zdejmowałbym buty i zakładał wygodne papecie. Miejsce w którym moja dusza, ciało i serce mogły powiedzieć "chcę tu umrzeć". Na to muszę zapracować. Nie wiem jeszcze dokładnie jak to zrobić. Dokładniej mówiąc nie mam żadnego pomysłu na życie. Przerwałem studia na drugim roku zarządzania na poczet mojej pasji, która była do pewnego momentu moim życiem z czego miałem nawet kieszonkowe. To już jest sukces robić coś co się kocha i jeszcze mieć z tego grosz. Dostałem jednak po dupie za to co dałem ludziom. Co dokładnie? -Oddałem wszystko co miałem, całego siebie. Mam jednak nadzieję, a jest to chyba dobry początek.
Być może jest to mój problem, że za bardzo wierzę w człowieka, w to że jednak jest w nim "człowieczeństwo", czyli umiejętność odróżniania dobra od zła, zwykłe współczucie, chęć pomocy. Przez jakiś czas, bardzo krótki okres czasu byłem otoczony takimi ludźmi. Możliwe że to mnie teraz rozmiękczyło. Ano, tak to jest kiedy mierzy się człowieka własną miarą.
Czy jestem dobrym człowiekiem?
-Jeśli brać pod uwagę to że przekładam własne zyski, potrzeby i dobro na korzyść drugiego człowieka to i owszem. Jestem dobrym człowiekiem.
-Mianowicie jeśli brać pod uwagę inne aspekty bycia dobrym człowiekiem to Wszechmogący wytknie mi błędy.

Korzystając z okazji że już piszę to skomentuję film, który obejrzałem tuż przed rozpoczęciem tego postu.
Był to film o amerykańskim studencie o imieniu Matthew uczącym się w Paryżu, gdzie poznał nietypowe rodzeństwo. Isabelle i Theo są bliźniakami, którzy są nadzwyczaj blisko fizycznie ze sobą.
Akcja rozgrywa się w czasach przewrotu polityczno-społecznego 1968 roku.
Moim zdaniem scenarzysta musiał mieć problemy emocjonalne bo film jest nieźle popieprzony!
Mimo wszystko gorąco polecam. Jest to całkiem niezła pozycja filmowa z gatunku dramat. Film nosi tytuł "The Dreamers".

wtorek, 22 marca 2011

Bezsenność

Właśnie wyczytałem, że jest to choroba. Z tego wynika, że jestem chory. Zaburzenia snu, inaczej zwane agrypnią, asomią, a w języku łacińskim nosi zgrabną nazwę insomnia. W moim skromnym zasobie słów sen jest to odpoczynek zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Moim problemem jest to że nie potrafię przestać myśleć w łóżku. Godzina 02:47. Co robi Tomasz? Siedzi przy swojej nowej zabawce (dla mniej rozwiniętych umysłowo zwierząt mam tu na myśli ten blog). Nie jest to normalne. Kiedy kładę się spać czuję się jak coś pomiędzy zombi, a rośliną.  Jestem tak zmęczony robieniem "nic", że aż nie mogę zasnąć, a przecież nie przepracowuję się jako pasożyt rodziców. Wiecie, wynoszenie śmieci, koszenie trawnika w sezonie zbiorów, oglądanie discovery chanel, national geographic etc. Najgorsze jest to, że taki stan ma miejsce noc w noc. Idzie na łeb dostać. Pewnie też rozstroiłem sobie swój biologiczny zegar...
bla
bla
bla
...nie łykam żadnych proszków na sen, nie nadużywam alkoholu, nie jestem pobudzonym ćpunem, ani nie pije kawy.
Po prostu kładę się do mojego łoża zamykam oczy i to tyle. Potrafię tak przeleżeć godzinami. Nie jest to umiejętność którą chciałbym w sobie rozwijać, a wręcz przeciwnie. Wietrzenie pokoju, szklanka mleka, czytanie książki nic nie dają. Istniał jedyny sposób na moją bezsenność, lek na całe zło -moja mała Emily. Co dobre szybko się kończy hmm?
To dopiero drugi mój post na tym blogu a już wiecie o mnie całkiem wiele. Nie jestem pewien czy się z tego powodu cieszyć czy usuwać posta...
No nic. Wracam do świata niespokojnej nocy.
Dobranoc mistrzu Bloggerze.

god hates us goes on

Właśnie piszę pierwsze słowa na swoim pierwszym w życiu blogu. czy czuję się podekscytowany? Czy czuję dziwne mrowienie w palcach przy każdym wciśnięciu pieprzonego klawisza? I DON'T THINK SO!
Właściwie to nawet nie wiem co się takiego pisze na swoim blogu.
Zapytacie zatem po co postanowiłem to rozpocząć?
Może rozpocznę od przedstawienia się. Mam na imię Tomek i czuje się jak siedemnastolatek. Prawda jest trochę brutalniejsza. Jestem młodym mężczyzną w pełni sił, który jakiś czas temu zasilił procent bezrobocia w Polsce. Otóż wpadłem na pomysł otworzenia własnego bloga poniekąd zainspirowany filmem "The Social Network". Główny bohater tegoż oto filmu posiada również bloga po czym odnosi wielki sukces i zostaje najmłodszym miliarderem na świecie. Tak mowa tutaj o Marku Zuckerbergu, założyciela wszystkim znanego portalu społecznościowego facebook. Czy wiąże jakiekolwiek nadzieje związane z tym blogiem? let me think... no! Powiedzmy że jestem skrzywdzonym przez skrzywdzoną przeze mnie kobietę młodzieńcem, który być może potrzebuje, a być może nie, wyżalić się przed milionami. Obiecuję ze ten temat nie będzie zajmować tu zbyt wiele miejsca. Reasumując mam nadzieje że będę mógł dzielić się z wami swoimi doświadczeniami w każdym stanie mego skupienia.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i pamiętajcie -God hates you!