poniedziałek, 4 kwietnia 2011

historia

Poznacie dziś historie pewnego człowieka. Był kimś. Całkiem prawdopodobne ze dla kilku par oczu nadal jest wielka postacią, bo przecież to on uniósł jako pierwszy martwa głowę goliata śmiejąc mu się w twarz. To on pozwolił przyjść swym uczniom na gotowy posiłek, zasiąść przy nakrytym stole. Zatem ja się pytam, jakim prawem pozwalacie sobie na plądrowanie tego miejsca, które z taka nadzieją i starannością tworzył zanim jeszcze pojęliście o co tak naprawdę przy tym stole chodzi? Wierzcie mi, że nadal nie wiecie wszystkiego i nawet nie połowy tego co on wie. Kazał czuć się jak u siebie w domu, ale nie byście robili to co u siebie w domu!
Był człowiekiem dobrym, niezawistnym, życzliwym. Pomagał wam w potrzebie, nigdy nie zaznaliście przy nim mrozu ani deszczu. Służył dobra rada, wystarczyło przyjść i porozmawiać, ale wy wybraliście inna drogę, woleliście więcej z nim szczerze nie rozmawiać, nawet kiedy tego potrzebował, woleliście za plecami. Dal wam wsparcie gdy byliście w rozdarciu, lecz nikt mu nie pomógł wrócić do siebie, kiedy on się rozdarł, a teraz go straciliście. Być możne i na zawsze. Nie będzie odwrotu od jego decyzji, nie będzie "przebacz, wróć, potrzebujemy". Odpowie wam zimnym glosę ze pluliście na jego dłoń gdy on ja wyciągał w wasza stronę, wiec rękę schował do kieszeni, a stamtąd w waszym kierunku już jej nie wyciągnie. To nie on się zmienił, to wy ulegliście kolosalnym zmiana, które tak bardzo go bulą. Oddał dla was wszystko; przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, którą jak się sami przekonacie nie trwa wiecznie. Wspomni jeszcze swe słowa, które mówiły "przyjdzie koza do woza".
Moim zdaniem i tak wytrzymał długo. Pod presja, dzięki swej Nadziei, która pomagała mu stawić czoła problemom. Ale się załamał. Nie dal rady. Stracił wszystko. Wypalił się. To koniec. Wraz z jego Nadzieją zgasło jego światło. Najważniejsze miejsce przy stole pozostanie puste.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz