środa, 23 marca 2011

Zero

Zero wejść na mojego bloga. Dlaczego? Ponieważ się nim nie chwale. Nie pisze na tablicy swojego facebooka wiadomości do znajomych o nowym poście na blogu. Nie prowadzę go dla ludu, nie robię tego dla poklasku, czy pokazania że przecież jestem zajebisty. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Potrzebuję o czymś napisać, podzielić się tylko i wyłącznie z samym Mistrzem Bloogerem. Dlatego nie ma linka do tego bloga w moim statusie na gadu-gadu, dlatego że nie potrzebuję publiki. Mam w dupie komentarze i wasze zdanie. Nie potrzebuję pierdolonych pseudo-przyjaciół, którzy trzymają się blisko mnie bo jestem The Man!
Potrzebuję stworzyć swoje własne, stabilne oraz niezmienne niebo. Mojej oazy do której przed wejściem zdejmowałbym buty i zakładał wygodne papecie. Miejsce w którym moja dusza, ciało i serce mogły powiedzieć "chcę tu umrzeć". Na to muszę zapracować. Nie wiem jeszcze dokładnie jak to zrobić. Dokładniej mówiąc nie mam żadnego pomysłu na życie. Przerwałem studia na drugim roku zarządzania na poczet mojej pasji, która była do pewnego momentu moim życiem z czego miałem nawet kieszonkowe. To już jest sukces robić coś co się kocha i jeszcze mieć z tego grosz. Dostałem jednak po dupie za to co dałem ludziom. Co dokładnie? -Oddałem wszystko co miałem, całego siebie. Mam jednak nadzieję, a jest to chyba dobry początek.
Być może jest to mój problem, że za bardzo wierzę w człowieka, w to że jednak jest w nim "człowieczeństwo", czyli umiejętność odróżniania dobra od zła, zwykłe współczucie, chęć pomocy. Przez jakiś czas, bardzo krótki okres czasu byłem otoczony takimi ludźmi. Możliwe że to mnie teraz rozmiękczyło. Ano, tak to jest kiedy mierzy się człowieka własną miarą.
Czy jestem dobrym człowiekiem?
-Jeśli brać pod uwagę to że przekładam własne zyski, potrzeby i dobro na korzyść drugiego człowieka to i owszem. Jestem dobrym człowiekiem.
-Mianowicie jeśli brać pod uwagę inne aspekty bycia dobrym człowiekiem to Wszechmogący wytknie mi błędy.

Korzystając z okazji że już piszę to skomentuję film, który obejrzałem tuż przed rozpoczęciem tego postu.
Był to film o amerykańskim studencie o imieniu Matthew uczącym się w Paryżu, gdzie poznał nietypowe rodzeństwo. Isabelle i Theo są bliźniakami, którzy są nadzwyczaj blisko fizycznie ze sobą.
Akcja rozgrywa się w czasach przewrotu polityczno-społecznego 1968 roku.
Moim zdaniem scenarzysta musiał mieć problemy emocjonalne bo film jest nieźle popieprzony!
Mimo wszystko gorąco polecam. Jest to całkiem niezła pozycja filmowa z gatunku dramat. Film nosi tytuł "The Dreamers".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz