Cztery wejścia. Całkiem nieźle. Czy odbija mi woda sodowa do głowy? Czy czuję tę sławę otaczającą mnie coraz ciaśniej? Hah zabawne. Powiem wam szczerze moi drodzy czytelnicy, że pisanie do szuflady naprawdę pomaga ogarnąć się w czasie gorszych dni. Wiec jeśli będziecie czuć, że wali, lub już się zawalił wasz świat wyciągnijcie kartkę papieru i piszcie. Piszcie co was boli, co czujecie, co was złości, z czym sobie nie dajecie rady, piszcie bo to pomaga. Czy mam na to dowód? A czy wy macie dowód na ewolucję? Fajka za fajką oraz masturbacja najlepiej kilka razy dziennie to nie rozwiązanie, a to wciąga. Oj wciąga! Przychodzi taki moment jak w moim przypadku dzisiejszy wieczór, kiedy robicie coś nie wiedząc właściwie po co, aż pewnego dnia zdarza się szczegół, totalne nic, pyłek wszechświata, który sprawia że czujecie się lepiej, działa jak dobra krecha koksu.
Pozwólcie że uprzedzę wasze pytanie. Nie, nigdy nie próbowałem niczego prócz poczciwego Jack'a Daniel'sa i marihuany. Zatem skąd wiem jak się czuje człowiek po zażyciu kokainy? Nie wiem, ale domyślam się. Nie jestem głupi a skoro coś was przywiodło tutaj, na bloga bez szaty graficznej, bez animacji i nastrojowej muzyczki, wyłącznie z wolnymi, niczym nie ograniczonymi myślami nie do końca wolnego umysłu, po czym sprawia że wracacie w oczekiwaniu na kolejny wpis, to znak że albo ja, jak i wy mamy nieźle nasrane w głowach, bardziej niż sami potrafimy sobie to wyobrazić, albo łączy nas jeden fakt. Nie jesteśmy głupimi ludźmi. Tak prosta teza a potrzebowała tak wielu znaków.
Wiecie że Karol Darwin pracował wiele lat nim opublikował swą teorie oraz bez dwóch zdań wielkie dzieło o doborze naturalnym, dla większości znane jako teoria ewolucji? To proste. Nigdy wcześniej nie zostałoby to przyjęte zarówno przez społeczeństwo, jak i przez środowisko naukowe. Przychodzi odpowiedni moment i BUM! Tak to już jest. Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Wracając do tematu. Dziś mój stan ducha zmieniła liczba "4". Dlaczego? Od wczesnych lat podstawówki, po późne lata gimnazjum a nawet liceum liczba cztery miała dla mnie symboliczne znaczenie szczęścia i powodzenia. Odkąd pamiętam w dzienniku miałem numer 4, nie wliczając w to pierwszej klasy liceum, gdzie zmieniłem klasę o profilu matematyczny na ekonomiczny mając ostatni numer w dzienniku. Bez nerwów, po uzyskaniu promocji do klasy drugiej moja szczęśliwa liczba wróciła ku memu wielkiemu szczęściu do swojego właściciela, czyli do mnie. Dlatego dziękuję mojemu anonimowemu przyjacielowi, który odwiedził mnie w tych skromnych progach jako czwarta/y z kolei i poprawił mi niesamowicie samopoczucie.
Przesłanie na dziś? Małe rzeczy. To one sprawiają, że człowiek czuje się lepiej i to nimi możesz uszczęśliwić drugą osobę. Szkoda tylko, że wcześniej nie byłem tak mądry i pozwólcie że użyję słowa "doświadczony" jak dziś. Wówczas na tym świecie byłoby przynajmniej o jedną nieszczęśliwą osobę mniej. Z drugiej zaś strony jeśli komukolwiek któryś z moich wpisów na tym blogu pomoże i sprawi że pomyśli "hej! wcale nie jest tak źle! on ma gorzej." to będzie mój sukces, a wtedy dotrze do was, że nic na tym świecie nie dzieje się bez przyczyny. Małe rzeczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz